Seriale
Jakie oglądałem seriale? Ogólnie to trochę ich oglądałem. "Modę na sukces" oglądnąłem całą po prostu. Jest to serial o modzie w którym głównie role gra dom mody Spectra i Logan. Sali Spectra tam napindala ładnie, a u Loganów jest wiadomo Ridż, Bruk, ich mama, tata. Brat Ridża, ten taki blondas. Potem dochodzą inne osoby. I po prostu te dwa domy mody konkurują ze sobą o to który z nich jest najlepszy. Tworzą pokazy mody, wybiegi, rysują na dużych kartkach od bloku nowe kolekcje. Między Ridżem i Bruk jest wieczny romans. Wątki są po prostu różne, a co tam u ciebie Bruk, a co u ciebie Ridż. W międzyczasie powstał krótszy serial "Żar młodości" który właśnie nawiązywał do serialu "Moda na sukces". Pamiętam u nas serial leciał o ok. 16:00. W "Żarze młodości" była Szila Karter bodajże tak się nazywała. Ja specjalnie piszę takie bardziej spolszczone nazwy, co przecież błędem nie jest. Jest nawet całkiem fajne. Akcja rozgrywa się gdzieś w USA.
Bywało tak, że leciał jeden odcinek dziennie, dwa odcinki. Były odcinki powtórkowe. Ogólnie nie spotkałem się jeszcze z tak długim serialem, no a przecież w serialach o to chodzi. Co ciekawe aktorzy są po prostu świetni, ścieżki dialogowe uważam za wybitne, takie moje zdanie. Same pokazy mody są niesamowite. I codziennie możesz sobie to oglądać, to jest coś niebywałego. Ciągnęli to już bardzo długo, w przypadku tak długich seriali każdy odcinek jest na wagę złota. Czy nawet platyny. No po prostu wątków jest cała masa i to w jednym odcinku. To na pewno motywacja dla nas wszystkich żebyśmy fajnie podeszli do tematu mody. Przykładowo, Loganowie organizują pokaz mody no do Spectra nie mogą pozostać bierni i też zaraz zaczynają tworzyć szkice ołówkiem własnoręcznie żeby stworzyć świetne kreacje. I za jakiś czas mamy super pokazy mody, potem chwila przerwy, rozmowy, itd. i zaraz znowu jakaś fajna akcja. Pamiętam Spectra zawsze takie afro na głowie, w sensie Sali Spectra.
Tak sobie patrzę i chyba taką bardziej drugoplanową rolę zagrała aktorka, która w serialu "Doktor Queen" grała właśnie główną rolę. I to jest kolejny serial o którym chcę napisać. Oglądnąłem wszystkie odcinki które były po prostu. Doktor Queen to lekarka, ona przyjechała chyba pociągiem do małego miasteczka. No i na miejscu jest pewien indianin o imieniu Sali. Spotykają się i zaczynają rozmawiać. Tam wiadomo jest szeryf, taki młody typek no i są uwaga, prawdziwi kolejni indianie. Indianie chodzą po wertepach i faktycznie pokazują piękną naturę. Jakiś taki też całkiem młodziutki chłopaczek jest. Pojawiają się różne rodziny. Jest wiele wątków fabularnych. Na pewno jednym z ważniejszych jest to, że serial ukazuje problem opieki medycznej w małych miasteczkach. Taka starodawna ciuchcia dowozi mieszkańców do miasta i odwozi zeń. Lekarz jak jest to jest fajnie.
Wiadomo, Doktor Queen i Sali niesamowicie przypadają sobie do gustu i stają się już wiernymi towarzyszami. On jest tym przedstawicielem ludzi bardziej od indian, ona inteligencji, a szeryf zwykłych osób w mieście. I tak oto próbują stworzyć cokolwiek. Inne wątki to to jak młode osoby spędzają czas, farmerzy kiedy niektóre osoby mają jechać na farmę i co rusz coś jest nie tak. No to jak jestem przy tematyce seriali to na pewno muszę wspomnieć o takim serialu jak "Dr House". Oglądnąłem wszystkie odcinki. Fenomenalny serial po prostu, ryje beret pozytywnie. Jest Dr House, główny ordynator w szpitalu no i mamy jego ekipę. Przyjeżdża na salę pacjent z czymś, czyli jakąś chorobą, schorzeniem. Nikt nie wie o co chodzi i to właśnie ekipa Dr - a Housa ma za zadanie znaleźć przyczynę dla której pacjent ma gorsze zdrowie.
Formy dochodzenia właśnie do wyników są tak nieszablonowe, że to za głowę idzie się złapać. Wszyscy zbierają się w pomieszczeniu, a za chwilę Dr House każe wszystkim wyjść. Oni tak patrzą o co chodzi, przecież pacjent leży na stole operacyjnym, a on im każe wyjść z pokoju. Mają łazić po całym szpitalu i szukać rozwiązania problemu, który ma pacjent. Za jakiś czas w biegu po prostu dochodzą do rozwiązania i udaje się pacjenta ocalić. Tak wygląda moi mili praca lekarza, ocalisz pacjenta to super, nie to niestety, ale patrzysz na jego zgon. I pewnie nie raz Dr House musiał sobie stanąć koło pacjenta i tak pomyśleć, co powiedzieć mu że umrze czy nie, ale w tej właśnie chwili naszła go fajna myśl i razem z ekipą ocalił pacjenta. Tam tak jest non stop. Taka praca, co zrobisz.
Kolejny serial to "Klan". Oglądnąłem wszystkie odcinki. W klasie występuje wiele rodzin w tym rodzina Lubiczów, która przesiaduje sobie na Sadybie, taki domeczek miły. Są też inne rodziny. I wszystkie rodziny rozmyślają o tym jak tu przeżyć w Polsce. Pokazują jak się żyje w Polsce, jak tu w ogóle można przeżyć. Rysiek, kierowca taksówki, mieszka w bloku z Grażynką i ledwo co wiążą koniec z końcem. Ci z Sadyby rozmyślają co by tu znowu nie wymyślić jakiś kolejny biznes. I nie zawsze im wychodzi niestety przez co też ledwo co wiążą koniec z końcem. No jest jeszcze pokolenie od lekarzy i co ciekawe, ci też ledwo co wiążą koniec z końcem. I spotykają się razem i rozmawiają jak to ledwo co wiążą koniec z końcem. Serial przedstawia mnóstwo sposobów na to jak po prostu zarobić, jedne lepsze, inne gorsze, no ale każdy może znaleźć coś dla siebie. Do tego wiadomo, są wątki miłosne, powracają dawne namiętności, nawet romanse.
Następny serial to "Złotopolscy". Dionizy Złotopolski to głowa rodziny Złotopolskich. Jakby coś, oglądnąłem wszystkie odcinki. No i ten Dionizy ma sobie różnych gości. Przychodzi do niego listonosz z najnowszymi newsami, a Dionizy głosem Papy Smerfa stara się rozwikłać wszelkie zagadki. Dosyć rozbudowany serial pokazujący pewną rzecz, a mianowicie to, że nie wszystko jest takie jasne jakbyśmy sobie tego życzyli. "Plebania" to kolejny serial. Mamy księdza proboszcza, Wikarego, Tośka i jego rodzinę, Tracza który włada czarną stroną życia w serialu, Grzyba z rodziną i wiele innych osób. Serial pokazuje nieco ukrytą polską rzeczywistość a mianowicie z jakimi problemami borykają się osoby z duchowieństwa oraz wspólnot kościelnych. Grzyb całe życie urąbany, w sklepie w którym wali padliną, Tosiek non stop powtarza "co się co się porobiło" i wiecznie na maksymalnym stresie. Tracz, który ma swoich zapindalaczy czyli np. "Osę" próbuje robić biznesy, ale nie wychodzą mu i przez to popadł w alkohol. Tak więc jak jest lepiej, bo tej jasnej czy ciemnej stronie? Wiadomo, jest pub w którym można zamówić alkohol z tzw. wkładką czyli np. wino i do szklanki dolewany jest kieliszek wódki.
Tam stali bywalcy rozpatrują problemy życia codziennego oraz szukają rozwiązania na to jak by im tu zaradzić. Proboszcz spokojnym tonem odpowiada na wszelkie pytania wiernych czy Wikarego, a Wikary uczy młodzież życia. Raz Wikary jedzie do opuszczonego domu żeby sprawić manto zbyt bardzo rozwydrzonej młodzieży. Po prostu się tuką. Fajna miejscówa tak nawiasem, nie ma co. Następny serial - "Chuck". Serial opowiada o losach młodego mężczyzny, który w poszukiwaniu pracy poszedł do jak myślał tymczasowej pracy czyli jako sprzedawca w sklepie i już tam został. Opowiada o realiach szukania pracy, o tym jak się pracuje w zespole, że masz marzenia, szukasz fajnej dla siebie pracy, a lądujesz w totalnym rynsztoku. Wiele bardzo fajnych scen. Kolejny serial jest dosyć dobrze znany, czyli "Sex education". Dawno mnie na Netflixie nie było, a tam właśnie można obejrzeć serial, no ale powiem że było kilka sezonów i łyknąłem je w moment wszystkie. Serial opowiada o losach młodych osób, którzy borykają się z realiami codziennego życia. Spotykają się, nie wiedzą jak mają zacząć swoje życie seksualne, czy to już czy nie już, zachodzą w ciąże, później je usuwają i nie mają zielonego pojęcia nawet o tym co robią. Zero informacji, zero wsparcia. Ze wszystkim muszą sobie radzić sami.
To ktoś by powiedział i co witamy w Polsce? A jednak nie, bo tak jest wszędzie. Fajne dziewczyny, sympatyczni kolesie i co? Jak tu zacząć przygodę z seksem? No to sobie rozmawiają między sobą, cały czas masa pytań, starają się pytać dorosłych, ale ci ich zbywają. No to postanawiają, że sami wejdą w świat seksu. I nie zawsze potrafią sobie w nim ze wszystkim poradzić. Świetny serial, łyknąłem go jak pelikan normalnie. Ale trochę krótkawy. Z takich seriali, oglądnąłem wszystko z "Monthy Pythona". Bardzo zabawny serial, aczkolwiek ukazujący pewną bardzo brutalną i niesamowicie smutną prawdę, a mianowicie to, jak człowiek na tym świecie bywa sam. W jednym z odcinków aktorzy są rycerzami i idą do nory, gdzie ma być niby wielki potwór, a stamtąd wychodzi mały króliczek. To pokazuje, że zrobisz kuźwa dużo żeby samemu nie siedzieć w domu. Wolisz już na siłę szukać atrakcji niż siedzieć samemu w domu. No bo jak to, przebranie za rycerza to nie lada atrakcja. I udawanie, że idziesz walczyć z wielkim niebezpieczeństwem. Kolejny serial to "Alo Alo", po prostu świetny serial. Właściciel restauracji ledwo co wiąże koniec z końcem. I wydzwania tu, wydzwania tam.
Niby sam serial jest zabawny, niby, bo tak naprawdę pokazuje jak niesamowicie trudno jest czasem rozwijać własny biznes. Właściciel restauracji ma wielu klientów i nie pogardzi żadnym, no ale bywają dni gdzie klientów w ogóle nie ma. I jak on ma zarobić skoro nie ma klientów. No i wydzwania to tu, to tam. Ktoś jak był w restauracji w godzinach szczytu to wie jaki tam potrafi być gwar, jak potrafi być głośno. Ludzie siedzą, ale nie są pewni czy usiedzieli by tak drugiego dnia. A tu właściciel robi wszystko żeby tak było, sam też nie zawsze lubi pracować w takim gwarze, ale jak nie ma ludzi to biznes się nie kręci. Przykładowo, jest środek miesiąca i trzeci dzień już nie ma ludzi. No to przez te 3 dni straty są po prostu ogromne. Miasto wie o tym przecież i właściciel tym bardziej musi coś zrobić żeby przyciągnąć klientów. On już dawno nie patrzy na to że biega non stop w poszukiwaniu klientów, a przecież kiedyś tak bardzo nie lubił biegać. Władze miasta chcą mieć przychód i jak widzą pustą restaurację to mogą tak sobie pogadać do właściciela, ty a ty masz pustki w restauracji? To może my ci zamkniemy tą restaurację i wstawimy coś, co przynosi faktycznie dochody i gdzie nie ma pustek. No to właściciel się motywuje i idzie dalej szukać klientów.
Rozwija różne sposoby, które dają mu klientów. Następny serial to "Jaś Fasola". Posłuchajcie, to jest najzabawniejszy serial jaki kiedykolwiek oglądałem. Po prostu idzie płakać się ze śmiechu. Ja jak sam to piszę to kurde normalnie zaczynam płakać ze śmiechu. Serial pokazuje w bardzo zabawny sposób pewne sytuacje z życia, a właściwie nasze podejście do życia. Do tego dochodzą seriale takie jak "M jak miłość" gdzie oglądałem wszystko jak leci czy "Barwy szczęścia" i tu podobnie. Serial "Janosik", go też oglądałem od początku do końca no i wiadomo, "Czterej pancerni i pies". Pierwsze dwa seriale leciały normalnie w telewizji. Pierwszy opowiada o losach zwykłej rodziny, która chce piąć się dalej i dalej. To jest fajne, bo każdy chce żeby było lepiej. Drugi serial z tych przed chwilą wymienionych czyli "Barwy szczęścia" jest podobnej klasy serialem co "M jak miłość", ale już opowiada o negatywnych rzeczach, jakie spotykają rodziny na swojej drodze. A tych jest po prostu mnóstwo. "Janosik" to jak dla mnie najlepszy polski serial w historii. Opowiada o losach górali, którzy idą po swoje i nie patrzą w ogóle na konsekwencje swoich czynów. Potrzebują pieniędzy to je sobie od tak po prostu odbierają. Waleczni górale, oby ich decyzje były dobre. No i absolutnie kultowy polski serial czyli "Czterej pancerni i pies".
Ten z kolei serial opowiada o czterech pancernych, którzy jeżdżą czołgiem o nazwie "Rudy 102" i w których załodze jest również pies o imieniu "Szarik". Losy Janka i pozostałych kompanów, po prostu niesamowity serial. Albo coś naprawiają w czołgu, albo idą walczyć z wrogiem albo sobie odpoczywają i szukają panienek rzecz jasna. W rolę Janka wcielił się nie kto inny jak Janusz Gajos, jest Gustlik czyli Franciszek Pieczka, a no i wiadomo Marusia czyli Pola Raksa, do tego pozostali czyli Olgierd i Grigorij. Serial "Dom" pamięta ktoś? Co by tu nie zrobić żeby wybudować dom. No właśnie, w tym serialu jest na to odpowiedź. Ja o dziwo oglądałem ten serial i wiem jak to zrobić. Tak więc każdej osobie, która chce wybudować sobie właśnie dom polecam ten serial. Jak się wyrabia 300 % normy i te sprawy, stary polski serial, ale jakże aktualny, ponadczasowy. "Alternatywy 4" to kolejny kultowy polski serial, oglądałem, serial opowiadający o tym jak się mieszka z innymi i w ogóle, po prostu kult jak nic, serial aktualny kuźwa na zawsze, tyle.
No to lecimy dalej. "Świat wedłuch Bundych" to jest po prostu renesans, serial taki że aż mucha nie siada na stole. Woli se polatać normalnie. Serial bawi, uczy. Al Bundy jest głową rodziny, ma żonę, dzieci i pokazuje jakie wyzwania czekają właśnie rodzinę. Siedzi sobie i jedzie na miasto, a tam stacja benzynowa, dłuży się, co chwila coś nie tak, trzeba czekać w kolejce, powrót do domu, nie ma obiadu, córka piękna ale łazi z jakimiś bandami, itd. Żona w ogóle gdzieś polazła, gdzie ona u licha jest. Al ma na to wszystko wyświechtane i sobie otwiera piwko, a tu wpada żona i od razu a co ty w biały dzień piwo pijesz. Taka szara zwykła codzienność rodziny. Ani nie możesz się zrelaksować, ani odpocząć. Kolejny serial czyli "Alf", tu też oglądnąłem właściwie wszystko. Po prostu tak pogiętego serialu ze świecą szukać. Jest rodzina, spoko, no ale z rodziną mieszka rzezimieszek o nazwie "Alf". Jest to pewien stwór, który łazi sobie po domu i wiecznie czegoś szuka. Tu chodzi o to, że mimo że masz już założoną rodzinę to nie masz spokoju ni cholery i dzieją się takie rzeczy czasem, że największym fizjonomom się nie śniło. Jak to mawiał Ferdynand Kiepski, jedna z głównych postaci serialu "Świat według Kiepskich". Oglądnąłem wszystko. Ferdynand jest głową rodziny, mieszkają w takich jakby połączonych domach. Mieszka on, żona, córka, syn. Syn Waldek jak go tato nazywa "Cycu". Tata się go pyta synuś, co robisz. A on na to, a nic normalnie tata żem normalnie bym coś porobił ale mi się normalnie nie chce no. To weź dla taty skocz po browarka.
Ferdynand razem z Marianem Paździochem, jego sąsiadem oraz Boczkiem, kolejnym mieszkańcem ich domostwa non stop szukają pracy i nie mogą jej znaleźć. Co chwila wpadają na coraz to lepsze pomysły. Tu wpadają na pomysł wymyślenia machiny do pędzenia bimberka, tu znowu wywołują duchy co by im podały numery w totka czy gdzie mieszkają najlepsze dziewczyny w mieście. Gościnnie przychodzi pan Edzio listonosz. No i jest babka, wiadomo oni oglądają telewizor, babka się pojawia i mówi ja chcę "Koziołka matołka", taka bajka kiedyś była. A Cycu mówi babka ja teraz mecz oglądam. A kiedy on się skończy? Nie wiem babka niech poczeka muszę zobaczyć ile będzie. Raz Cycu wraca z siłowni bo normalnie bicepsa pompował. Kiedyś jeszcze oglądałem taki serial "Luskalita" i jeszcze "Szabelita", tych seriali nawet w necie nie ma, świetne były. Opowiadały o losach młodej dziewczyny, jeden jak ona przygotowuje się do dorosłego życia, a drugi jak ona przeżywa swoje dzieciństwo. Bardzo fajne seriale, dziś już takich nie ma niestety. Sory, dziś właściwie nie ma żadnych seriali. Tylko sobie włączyłem na chwilę "Grę o tron" po czym stwierdziłem, że serial jest tak denny, że nie warto go oglądać. Jest mega nudny, przereklamowany i bez sensu po prostu.
No to co, kolejny kultowy polski serial czyli "Noce i dnie". Wiejski gospodarz postanawia zaznać miejskiego życia no i dochodzi tam do mezaliansu czyli połączenia osoby z miasta i wsi. Jak się niedługo okazuje jest to poroniony pomysł, bo niesie on za sobą szereg złych decyzji, które kończą się fiaskiem biznesowym. Towarzystwo z miasta baluje, a gospodarz pracuje w pocie czoła na polu. Kobiety widzą kawalera babeczki, tego ze wsi i mówią ten to dopiero ma posturę, kawał chłopa, ale jak się zaraz okazuje postura to nie wszystko, ale trzeba jeszcze w tym mieście umieć żyć. Dramat, piękny serial. Zgadnijcie kto jest postacią ze wsi? Bogumił Niechcic. Po prostu szok. Legenda polskiego aktorstwa, w sensie jako Jerzy. Czyli też jest to opowieść o rodzie Niechcic. Przepiękne podejście. Onufary, kojarzy ktoś ten motyw? On jest właśnie z tego filmu. Onufary, Nenufary czy Lilie, różnie to nazywali. Gdzie idzie miejskie towarzystwo i jeden towarzysz ich doli, bo wiodło im się znakomicie, idzie do stawu po Lilię dla pięknej damy. No dla nich jest wielki wyczyn, wiadomo niby ludzie z miasta no nie, wyczyn na miarę rycerzy. A Bogumił, jak ja go nazywam "Tamburyna" wie, że to nie jest żaden wielki wyczyn i jednak opiera się na pracy. Biznesy towarzystwa popadały wszystkie. Bo byli zachłanni i myśleli, że tylko impreza się liczy. Oj nie tylko, nie tylko. Aż przypomina się Wokulski z "Lalki", no nie? W sensie z książki.
"Wojna domowa" to też był fajny serial, jak to było "Wojna domowa od wielu wieków trwa, wojna na gesty, wojna na słowa". Czyli te takie wojny domowe nie są tylko z tego powodu, że ktoś coś tam powiedział źle i tyle. O nie nie, tam czasem od wieków rody są skłócone. A może ktoś komuś prawie rodzinę wybił? Kto to wie. I tak rodziny są poskłócane. Inna sprawa to fakt, że serial pokazuje, iż istnieją tzw. rody czyli takie rodzinne konowacje tak. Jedziesz do jakiejś miejscowości i spotykasz tam sobie rodzinę no to zostajesz w tej rodzinie i trzymacie się razem. To nie jest tylko tak, że kogoś lubisz czy też nie, ale ważne są właśnie te prawdziwe rodzinne konotacje. Rodzina ci zawsze pomoże. To lecimy dalej z tematem. "Ranczo" czyli przygody mieszkańców małej miejscowości zwanej Wilkowyje. Po prostu idzie popłakać się ze śmiechu. 4 towarzyszy idzie pod sklep i tam żłopią piwo. Zaraz robią remont, a oni tylko patrzą czy ich ławeczka została. A tu zaraz przeniesienie do burmistrza, jego "klakiera" czyli zastępcy. Oni są już znani z jednego serialu czyli "Miodowe lata". No i tam po prostu co się nie dzieje to jest szok. Ale serial opowiada o losach gmin. Polecam obejrzeć, ogląda się świetnie. Kusy wiecznie kulejący artysta zakochany w tylu kobietach, porządny gość. Jego wybranka zaciąga po amerykańsku. Pewnego dnia przyjeżdża jej były i też zaciąga po amerykańsku, biega z rana, a tam wszystkie babki się na niego oglądają.
Serial pokazuje, że mimo wielu wesołych sytuacji życie w małej gminie nie musi być wesołe, bo tu kontrol, tu wojewoda coś miałczy że nie porobione. Jak kontrol w gminie to burmistrz jest na baczność od rana, stres po pachy. Mała rzecz i już donosy, i już coś nie tak. Albo coś zrobisz albo to na tobie koty wieszają. Nie trzeba pracować w gminie żeby znać jej sytuację. Bierzesz młodego adiunkta, burmistrz bierze go do siebie do domu od tak o, bo ma piękną córkę. Może wyda za niego. A okazuje się, że to zwykłe barachło. Żona wiecznie wypindrzona, jakby przed chwilą przyjechała do gminy a wcześniej nigdy tu nie była, no a mieszka tu tyle już lat. Córka szuka niewiadomo czego, nowych wrażeń. Uczy się języków, ale faktycznie to nie robi niczego takiego no. Żadne to Greenpeace łażenie po lasach jak to się mówi. I dalej, "Chłopaki do wzięcia". Też oglądałem wszystko jak popadnie. Serial o facetach, którzy poszukują tej jedynej, wyśnionej, wymarzonej jak to oni mówią. No dobra, niektóre sceny są mega zabawne, jak facet grubo po 60 - ce dzwoni na dziwki i mówi, że on seksu przed ślubem nie będzie uprawiał. No ale faktycznie serial pokazuje to, że jest cała masa osób pozostawiona po wsiach, miastach, zapomniana, siedzą sobie sami gdzieś tam na uboczu całkiem. Szukają baby wiadomo jak każdy. Są w stanie że tak powiem mocnej delirki. No ale i oni mają marzenia, a jakoś nikt do nich serdecznej dłoni nie wyciągnął. Dalej serial "Miodowe lata", opowiada o losach dwóch rodzin. Jeden kolejarz, pracuje sobie, wraca do domu i co on z tego życia ma, a no nic ino literki w gazecie. Jego towarzysz tak samo, pracuje i nic. Żony dawno skapitulowały na to że będzie lepiej. Pewnie gdzieś puszczają się po kątach. Mąż wraca z pracy, masz obiad i nie marudź. I tak fajnie, że go całkiem nie zostawiła. Ona pewnie dawno jeździ super furami, biega na golasa z facetami, ale obiad dla męża nagotuje. To jest fajne, nie powiem, że nie.
I taka jest rzeczywistość, wiesz kobieta podchodzi do swojego chłopaka w miniówce, siada mu na kolana i chce się z nim teges szmeges, czyli kochać. Jak on za którymś razem po prostu się z nią nie kocha to ona sobie idzie do pracy, tylko wejdzie, rozbiorą ją zaraz do naga i zaczną klepać w goły tyłek. I po 8 godzinach już wyjdzie z tej pracy całkiem inną kobietą. Przecedzoną jak ziemniaki. Tam koledzy na nią wchodzą każdy po kolei. No ale wiesz, kobieta może mieć kolegę, ale faceci w jej związkach są dla niej ważniejsi niż koledzy. A koledzy ważniejsi od znajomych, itd. Serial pokazuje, że co mąż wraca zmęczony po pracy i co nie żłopie żonki to ją koledzy pożłopią, po 20 na raz. I to na jedną samicę. A samic paręnaście na samym wstępie. Co to jest tam 8 godzin. No ale 5 dni w tygodniu to już nie jest aż tak źle. Dalej, serial animowany "Włatcy Móch". Ja nie wiem czy to jest bardziej rąbnięte od "Kucy z bronksu" no ale jednak swojego czasu dosyć popularny serial pokazujący super rzeczy. Taki typowy Carton Network. Szkolne towarzystwo chce sobie ułożyć życie i nie wie jak to zrobić. Czesio chodzi sobie po cmentarzach. Jest to nieco creepy no nie, bo tam "szkieletory gadajo". No ale on sobie wybrał takie życie. Maślana wybiera inne życie, inni wybierają jeszcze inne życie. Sens swojego życia widzą w całodziennych chrupaniu cipsów. No a Czesio w całodziennym przebywaniu na cmentarzu. Tu sobie otworzy jakąś trumnę, tu posiedzi sobie. Dziwne, nie dziwne, ale taka jest rzeczywistość. Serial pokazuje, że ludzie tkwią w swoich życiowych bagnach i myślą jakby z nich wyjść. Pokazuje właśnie te życiowe bagna. Dzieci w szkole starają się być już nawet lizusami totalnymi żeby tylko nie wejść w bagno życiowe jak ich rówieśnicy, a nie wiedzą tego, że dawno w nim są. Bagno ci nie powie przecież, że w nim jesteś. Następny serial animowany to "Kuce z Bronksu". Opowiada o losach koni, które zadają sobie ciekawe i nostalgiczne pytania o sens istnienia. Idą do królowej koni i proszą żeby otworzyła im zamek, a w prezencie dla niej mają sianko.
Jest to jeden z najsmutniejszych seriali jakie kiedykolwiek oglądałem. Koń to metafora do człowieka zajechanego życiem. No a sianko to metafora do pieniędzy. Królowa koni do metafora do kobiety, która wyciągnie z faceta ostatni grosz. Tak się nie robi po prostu, już chociaż bierz od tych co tak nie harują albo sama zarób. A kobieta bierze od facetów, którzy harują jak woły, już dawno są zajechani, a ona jeszcze wyciąga od nich kasę. Wiadomo pokaże to i owo, ale nie da nic. No a tempe facety dają jej kasę jak leci. Ona i tak weźmie od ciebie kasę i odejdzie z innym, człowieku na co ty liczysz. No ale z drugiej strony te kuce są same sobie winne, że nie dbały o kobiety to teraz mają za swoje. Ona też chce z czegoś żyć. I tak w koło towarzystwo wzajemnej adoracji rani siebie jak wlezie. Oni traktują ją jak odkurzacz do kasy, a ona ich jak totalizatory. Tam już dawno nie ma prawdziwych relacji tylko udawane rzeczy.